Warszawskie ZOO podczas II wojny światowej

29 Lipca 2013

Początki

11 marca 1928 roku otwarto dla publiczności pierwszy w Warszawie ogród zoologiczny z prawdziwego zdarzenia. Założono go na Pradze, zajmując powierzchnię około 12 ha. Pierwszymi mieszkańcami zostały zwierzęta z mniejszych zwierzyńców i menażerii, które, będąc w prywatnych rękach, niejednokrotnie borykały się z problemami finansowymi. Nowo otwarty ogród przez następną dekadę rozwijał się i powiększał stan posiadania pod czujnym okiem dyrektora Jana Żabińskiego.

Warszawskie ZOO w przededniu września 1939

W roku 1939 ZOO wciąż się rozbudowywało. Postępowała budowa nowoczesnej lwiarni, w maju - do świeżo oddanego do użytku pawilonu hipopotamiarni z obszernym basenem letnim - przybyła para hipopotamów rzecznych "Bob" i "Molly". Również w maju ZOO uzyskało czystej krwi żubra, trzyletniego byka "Purytanina", a na początku czerwca zakupiono parę żyraf somalijskich.

Zwierzostan przedwojennego warszawskiego ZOO, choć interesujący, nie przekraczał 250 gatunków i można go było nazwać przeciętnym.

Słonica Kasia ze słoniątkiem Tuzinką w lipcu 1937 roku Słonica Kasia ze słoniczką Tuzinką w lipcu 1937 roku. Zbiory NAC.

W lecie 1939 roku przygotowywano się do bliskiej zimy, która zgodnie z nasilającymi się pogłoskami o grożącej napaści ze strony Niemiec, mogła już być zimą wojenną. Magazyny ZOO zaopatrzono w większe niż zazwyczaj zapasy paszy, zgromadzono też niezbędne ilości węgla i drewna opałowego.

W miesiącach wojennych i okupacyjnych, gdy decydowały się losy warszawskiego ZOO, mieszkańcy stolicy mieli własne zmartwienia i kłopoty, a odwiedziny ZOO w tym czasie, miały raczej na celu zaopatrzenie się w drewno na opał z rozbieranego parkanu, albo też w mięso z zabitych zwierząt. Nie były to czyny, którymi można by się chwalić po latach, stąd znikoma ilość relacji dotyczących tego miejsca.

W wywiadzie udzielonym jednej z warszawskich gazet Żabiński wyraził przekonanie, że tak duży kompleks o charakterze parkowym, jakim jest ogród zoologiczny, nie może być narażony na bezpośrednie działania wojenne, zaś Niemieccy lotnicy nie będą tak głupi, aby bombardować zwierzęta. W ostateczności liczne fosy i baseny miały spełnić rolę rowów przeciwlotniczych.

Dyrektor obawiał się bardziej użycia przez Niemców gazów, toteż już 1 września podczas krótkiej odprawy rozdał pracownikom maski przeciwgazowe.

Słuszność mieli jednak ci, którzy obawiali się, że niemieckie ataki nie ominą tego kompleksu, bowiem Warszawskie ZOO leży w pobliżu przyczółków mostowych: jego granica północna - w pobliżu mostu Gdańskiego, natomiast południowa - w pobliżu mostu Kierbedzia. Ponadto od wschodu z ZOO graniczyły tereny i zabudowania intendentury wojskowej. Toteż dowództwo obrony Warszawy dla ochrony mostów zlokalizowało na terenie ZOO artylerię przeciwlotniczą i batalion zapór balonowych - zastąpiony po 6 września przez ciężką artylerię - a także obóz kawalerii, o czym niewątpliwie Niemcy zostali poinformowani przez dywersantów lub własny zwiad lotniczy.

ZOO podczas działań wojennych

Tak przygotowane przed dowództwo obrony ZOO stało się obiektem silnego bombardowania. Początkowo tylko z powietrza przez wrogie lotnictwo, a w okresie późniejszym także przez niemiecką artylerię. Niebezpieczeństwo zwielokrotniło się, gdy dokoła stolicy zamknął się pierścień oblegających wojsk. Na ZOO spadały bomby i pociski, mające za zadanie zniszczyć zarówno stacjonujące na jego terenie polskie oddziały jak i leżące w pobliżu jego granic mosty.

Już w pierwszych dniach wojny, gdy tylko Niemcy rozpoczęli bombardowanie Warszawy, półtoratonowa bomba trafiła w sztuczne skały na wybiegu niedźwiedzi polarnych, druzgocząc także ściany wybiegu, fosę i betonową barierę. Odłamki tych skał zwaliły się do fosy i cztery białe niedźwiedzie wyszły na teren ZOO, pozostały jednak w pobliżu wybiegu. Zostały jednak zastrzelone przez sprowadzony w pośpiechu pluton żołnierzy.

Białe niedźwiedzie na wybiegu warszawskiego ogrodu w okresie międzywojennym. Białe niedźwiedzie na wybiegu warszawskiego ogrodu w okresie międzywojennym. Zbiory NAC.

Lista zwierząt przewidzianych do natychmiastowej likwidacji w przypadku takiego zagrożenia została opracowana przez już w marcu 1939 roku przez dyrektora Żabińskiego. 5 lub 6 września 1939 roku, zgodnie z decyzją cywilnych władz obrony Warszawy, stacjonujące na terenie ZOO wojsko przystąpiło do likwidacji wszystkich zwierząt drapieżnych i takich, które mogły stać się niebezpieczne.

W tym czasie zabito trzynaście lwów, cztery białe i osiem brunatnych niedźwiedzi, dwa tygrysy i jednego słonia. Według niektórych źródeł zlikwidowano także pantery, pumy, hieny i wilki. Słonia nazwanego "Jasiem" zlikwidowano prawdopodobnie już 2 września na jego wybiegu i tam zakopano jego zwłoki.

Wiele pocisków, kierowanych na pozycje wojsk stacjonujących na terenie ZOO, trafiało w pomieszczenia hodowlane, zabijały lub raniły zwierzęta. Trawniki i rabaty kwiatowe pokryły się lejami od bomb, zwierzęcymi i ludzkimi zwłokami. Na niektórych drzewach czy zrujnowanych budynkach widniały ludzkie i zwierzęce szczątki rozerwane wybuchami.

W pierwszych dniach września spłonął budynek ptaszarni oraz przylegające doń pomieszczenie dla małp człekokształtnych. Wraz z tym budynkiem spłonęły niemal wszystkie małpy i liczne egzotyczne ptaki, ocalał tylko, choć nie na długo, jeden szympans. W następnych dniach od kul, odłamków i szrapneli zginęły małpy z sąsiedniej małpiarni. Część zdołali uratować pracownicy ZOO, a niektóre uciekły, szukając schronienia na drzewach.

Ze swego basenu wydostały się też foki i uchatki kalifornijskie. Zapewne dręczone głodem wędrowały po pobliskich terenach, m.in. przedostały się na ulicę Floriańską i most Kierbedzia. Część z nich zginęła, ale część może dostała się do Wisły i popłynęła w dół rzeki. Pusty basen po kapitulacji Warszawy wypełnił się bronią i amunicją wrzucaną tam przez polskich żołnierzy.

Treser lwów z warszawskiego ogrodu zoologicznego w czasie ćwiczeń z dziesięcioma zwierzętami w marcu 1936 roku. Treser lwów z warszawskiego ogrodu zoologicznego w czasie ćwiczeń z dziesięcioma zwierzętami w marcu 1936 roku. Zbiory NAC.

Jeszcze w czasie oblężenia Warszawy ZOO z wycieńczenia straciło tak cenne okazy jak tapir amerykański, oba dorosłe konie Przewalskiego. Zginął też samiec żyrafy, zabity przez pocisk artyleryjski, natomiast pozostała przy życiu samica padła wkrótce po kapitulacji. Z uszkodzonych wybiegów wydostały się i błąkały w chaszczach nad Wisłą wielbłądy, lamy i jelenie. Podobnie rozbiegła się po terenie ZOO ta część antylop, zebr i strusi, która nie padła od odniesionych ran. Zwierzęta te odżywiały się zapewne dziko rosnącą roślinnością, gdyż niektóre przeżyły i udało się je złapać po zakończeniu oblężenia Warszawy.

Część zwierząt kopytnych została w tym czasie zabita i zjedzona. Pewnie były to mniej cenne okazy jak jelenie, sarny i niektóre antylopy. Miała tego dokonać zarówno okoliczna ludność cywilna, jak i stacjonujący na terenie ogrodu żołnierze polscy, a później niemieccy.

Opiekę nad zwierzętami sprawowali gównie pracownicy mieszkający na terenie ZOO lub w pobliżu, gdyż ci, którzy mieszkali po lewej stronie rzeki, byli odcięci. Jeden z pielęgniarzy, którego zmobilizowano do obrony Warszawy, stacjonował ze swoją jednostką w pobliżu ZOO, dzięki czemu mógł od czasu do czasu wpadać do ogrodu i karmić dwa pozostawione hipopotamy kapustą i innymi warzywami, jakie udało mu się zebrać z pól i ogrodów.

Wiadomo też, że oprócz zielonek i gałęzi pozyskiwanych na terenie ZOO, głównymi paszami dla zwierząt w czasie oblężenia Warszawy były obierki otrzymywane od żołnierzy tu stacjonujących.

Niektóre zwierzęta, pomimo rozgrywającego się wokół chaosu, pozostały na swych wybiegach, np. żubr oraz bizony i ich mieszańce, a także cenne okazy wydr i bobrów.

Zwierzęta, które uciekły ze swych pomieszczeń i których nie udało się już nigdy złapać, to w szczególności drobne ssaki drapieżne, niektóre małpy oraz ptaki. Wśród nich znalazły się orły i sępy. Spowodowane pociskami dziury w siatkowych ścianach wolier, umożliwiły ucieczkę im oraz innym mniejszym ptakom drapieżnym. Choć były w późniejszym czasie widywane, pozostały jednak nieuchwytne.

 Szympans w swetrze na spacerze z pracownikiem ZOO w roku 1939. Szympans w swetrze na spacerze z pracownikiem ZOO w roku 1939. Zbiory NAC.

Po kapitulacji 28 września okazało się, że wszystkie obiekty ZOO ucierpiały podczas działań wojennych. Najbardziej klatki wykonane z drucianej siatki, mniej te z żelaznymi kratami. W najlepszym stanie przetrwały wolne wybiegi. Wszystkie wykazywały liczne ślady pocisków, jednak tylko nieliczne zostały uszkodzone w stopniu, który umożliwiał wydostanie się zwierząt na wolność.

Spośród zwierząt żył jeszcze jeden żubr z Białowieży, jeden młody koń Przewalskiego, jedna żyrafa, dwa słonie, dwa hipopotamy i dwie antylopy gnu. Mniejszych zwierząt nie było w ogóle. Małpy pozostawały poza zasięgiem wśród drzew, ponadto gdzieś jeszcze miał się podobno znajdować struś.

Z dwóch słoni około 20-letnia słonica "Kasia" padła wkrótce na skutek ran odniesionych podczas bombardowania. Pozostała przy życiu jej córka, 2,5-letnia "Tuzinka".

Likwidacja ZOO przez Niemców

Ostateczny etap zagłady zwierząt był związany z likwidacją ogrodu w listopadzie 1939 roku. Wydaje się, że decyzja ta podyktowana została nie względami ekonomicznymi czy nawet politycznymi, a zwykłą chciwością pracowników niemieckich. Przyczyną likwidacji warszawskiego ZOO była chęć pozyskania przez niemieckie ogrody zoologiczne pozostałych w nim jeszcze cennych zwierząt. Inicjatorem i nadzorcą tych działań był Lutz Heck, który wkrótce po objęciu władzy w Niemczech przez Hitlera zyskał poparcie Göringa dla swoich absurdalnych koncepcji w zakresie "odtworzenia" tura.

Heck dwukrotnie pojawił się, aby poinformować dyrektora Żabińskiego, że zwierzęta, które zostaną wywiezione, traktuje jako depozyt do zwrotu po wojnie. Nieinteresujące Niemców zwierzęta, pomimo dużej wartości, miały uprzednio zostać wystrzelane przed wywiezieniem najcenniejszych okazów. Tak też uczyniono.

Wywóz zwierząt z ZOO trwał cały dzień - prawdopodobnie 29 lub 30 listopada 1939 roku, zachowała się bowiem fotografia żubra wykonana jeszcze na terenie ZOO z dnia 29 tego miesiąca. Naładowane zwierzętami wagony kolejowe odjechały wieczorem z Dworca Gdańskiego.

14 marca 1940 roku ukazała się krótka notatka w wychodzącym wówczas "Nowym Kurierze Warszawskim", informująca, że czynione są przygotowania do urządzenia na terenach byłego ZOO tuczarni trzody chlewnej. Tuczarnia ta została na krótko uruchomiona w pozostałych, nie zniszczonych pomieszczeniach ogrodu. Zatrudniono tam nawet jego dawnych pracowników fizycznych.

Po wywiezieniu zwierząt lub ich likwidacji już tylko nieliczne okazy pozostały w Warszawie i były czasami widywane. Dwa zbiegłe sępy i jeden orzeł krążyły jeszcze przez dłuższy czas w pobliżu ogrodu, zapewne w poszukiwaniu pokarmu, aż w dzień Sylwestra 1939 roku stały się ofiarą polowania, zorganizowanego na nie przez oficerów gestapo.

Hiena na wybiegu warszawskiego ZOO w roku 1939. Likaon na wybiegu warszawskiego ogrodu zoologicznego w roku 1939. Zbiory NAC.

Inny orzeł miał więcej szczęścia. Według notatki zamieszczonej w marcu 1940 roku w "Nowym Kurierze Warszawskim" po likwidacji ZOO nie opuścił on Warszawy i widywany był na Żoliborzu.

Jednym z niewielu większych ssaków, które nie zostały zabite ani też wywiezione przez Niemców, był dorosły samiec wielbłąda dwugarbnego. Informacji o nim dostarcza kolejna notatka z dnia 24 kwietnia w "Nowym Kurierze Warszawskim". Miał być to wielbłąd o nazwie "Grzesio" - choć naprawdę nazywał się "Jasio" - który podczas działań wojennych został zabrany z ZOO i otoczony opieką przez jednego z pielęgniarzy zwierząt, dzięki czemu przeżył bez szwanku oblężenie. Następnie, jeszcze w końcu kwietnia 1940 roku, był wynajmowany przez swego samozwańczego opiekuna firmie reklamującej rozmaite towary. Obnosił po mieście m.in. reklamy pasty do butów.

Próby odzyskania zwierząt po wojnie

Po wojnie podejmowano liczne próby odzyskania wywiezionych z warszawskiego ZOO zwierząt. Jednak na przeszkodzie stała niechęć dyrektorów niemieckich ogrodów zoologicznych do udzielania jakichkolwiek informacji polskim przedstawicielom.

Typowym przykładem są losy warszawskiego ogierka o nazwie "Polak". Rzadkim gatunkiem zwierząt, których pomyślną hodowlą przed wojną szczyciło się warszawskie ZOO, były konie Przewalskiego. Na początku września 1939 roku stadko ich liczyło trzy sztuki - para z młodym. Para zginęła we wrześniu 1939 roku, pozostał jednak przy życiu jej potomek, źrebak "Polak", który już po kapitulacji miał być przewieziony przez Niemców do Wiednia. Opierając się zapewne na tej informacji, polska misja działająca w Wiedniu natrafiła w dawnej menażerii cesarskiej w Schönbrunn koło Wiednia na konia Przewalskiego. Jak się udało ustalić, został on wywieziony z Warszawy w listopadzie 1939 roku do ZOO w Berlinie, gdzie został przechrzczony i już jako "Kasimir" w 1940 roku wysłany do Wiednia. Ogierek ten dożył do dnia 2 sierpnia 1945 roku, kiedy to został znaleziony martwy. Według domniemań Jana Żabińskiego, przyczyną nagłego padnięcia konia było otrucie, co z kolei było wynikiem obecności w Wiedniu polskiej misji reparacyjnej, której członkowie zainteresowali się koniem.

Wśród zwierząt wywiezionych przez Niemców w listopadzie 1939 roku, których ostatecznego losu nie udało się po wojnie ustalić, najcenniejszym okazem była urodzona 16 kwietnia 1937 roku, po raz 27 na świecie w ZOO, słoniczka nazwana "Tuzinką". Była ona ulubienicą warszawskiej publiczności, a jej urodziny spopularyzowały Warszawskie ZOO także poza granicami kraju.

Kuce szetlandzkie na wybiegu warszawskiego ZOO w roku 1939. Kuce szetlandzkie na wybiegu warszawskiego ogrodu zoologicznego w roku 1939. Zbiory NAC.

"Tuzinka", według zapewnień Lutza Hecka miała być po wywiezieniu z Warszawy skierowana do ZOO w Królewcu. Według jednej z teorii Niemcy mieli ją sprzedać, jeszcze przed wkroczeniem na teren ZSRR, jednemu z radzieckich ogrodów zoologicznych. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Według innych źródeł "Tuzinka", po wywiezieniu jej do Konigsbergu, przebywała w nim nadal, również w końcowym okresie wojny, co jest bardziej prawdopodobna wersją. W czasie bombardowania miasta "Tuzinka" miała zostać zabita w ZOO, a mięso z niej jakoby zawędrowało nawet do Oflagu w Woldenbergu. Natomiast według innych danych, które przez polskich badaczy uznane zostały za najmniej prawdopodobne, słoniczkę widziano po zakończeniu wojny w menażerii w Schönbrunn koło Wiednia.

Gdy 15 maja 1948 roku warszawskie ZOO otwierało ponownie swe bramy, żyła jeszcze na pewno hipopotamica "Molly" w poznańskim ogrodzie. Powróciłaby po zakończeniu remontu hipopotamiarni, do tego samego obiektu, który zajmowała w 1939 roku, jednak pertraktacje przeciągały się i "Molly" padła przed ich zakończeniem.

Ostatecznie żadne ze zwierząt, które warszawska publiczność oglądała w stołecznym ZOO w sierpniu 1939 roku, nie powróciło już po wojnie do swego domu nad Wisłą. Po ponownym otwarciu ogrodu zoologicznego wiosną 1948 roku zapełnił się on zupełnie innymi, nowymi mieszkańcami.

Bibliografia:

  • Kułakowski T., Dokumenty dotyczące eksterminacji kultury polskiej, Warszawa 1957.
  • Landowski J., Przewodnik po ogrodzie zoologicznym m.st. Warszawy, Warszawa 1956.
  • Żabińska A., Ludzie i zwierzęta, Warszawa 1968.
  • Żabiński J., Przekrój przez ZOO, Warszawa 1953.
  •  

    Wszystkich zainteresowanych historią Syreniego Grodu zapraszam na:

    Spacery po Warszawie